Ten z samodocenieniem

Jakiś miesiąc czy dwa temu zobaczyłam ogłoszenie, które poruszyło najbardziej nostalgiczne struny w moim serduszku. Szukano ludzi do projektu. A projekt miał łączyć w sobie sztukę i antropologię i to w dodatku taką jej działkę, która przez długi czas była moim specjalnym zainteresowaniem. Rzecz jakby skrojona pode mnie. Usiadłam więc, wypełniłam zgłoszenie, wysłałam i… zapomniałam o tym oczywiście (bo mam m.in. ADHD).

Jakież było moje zdziwienie, gdy na początku miesiąca dostałam informację, że zostalam wybrana jako jedna z uczestniczek projektu. Oczywiście była wielka radość, ale głównie towarzyszyło mi niedowierzanie, że no jak to jaaaa? 

I wtedy zdałam sobie sprawę, że od lat (tu muszę znów podziękować mojemu ex) żyłam w przekonaniu, że jeśli coś osiągam to jakimś czystym przypadkiem, a sama to co najwyżej zginę marnie. Bez przerwy słyszałam, że bez niego sobie nie poradzę, bo jestem nieogarnięta i niezaradna, ale „on się mną zaopiekuje” i powinnam być mu dozgonnie wdzięczna oraz służyć mu ze zdwojoną siłą. Nawet mi przecież na do widzenia, wyrzucając mnie ze wspólnego mieszkania, oświadczył, że robi to dla mojego dobra, bo ja i tak sama tego miejsca nie utrzymam. On zatem osiadł na naszych wspólnie kupionych meblach, AGD i sprzęcie sportowym jak Smaug, a ja ogarnęłam sobie miejsce do życia, dodatkową wysokopłatną pracę i pomoc prawną. Wiadomo, przypadkiem.

Świadomość ta, spływając na mnie dość nagle, mocno mną wstrząsnęła, bo liczby zawsze jakoś do mnie lepiej przemawiały. Zaczęłam więc sobie liczyć. 

  • Sama zdobyłam dwie dotacje na własną firmę. Dzięki temu jak się wyprowadzałam to miałam chociaż biurko i kompa, bo sprzętu firmowego jednak nie ośmielił się mi zabrać. No większości sprzętu firmowego…
  • Przez lata opracowywałam wszystkie pomysły, technikalia i logistykę warsztatów, które prowadziłam w ramach kolektywu z tym pajacem. Same warsztaty też prowadziłam. I księgowość tego. I bazę danych.
  • Skończyłam trzy kierunki studiów z wysokimi notami. Dostałam stypendium za wyniki w nauce. Napisałam i obroniłam dwie magisterki i walnie przyczyniłam się do powstania jeszcze jednej, pod którą podpisał się on.
  • To stypendium dostałam pisząc magisterkę na drugim kierunku i pracując w dwóch dorywczych pracach, bo musiałam utrzymać tyłek swój i kota (a wkrótce i mojego ex).
  • Jak mi powiedział, że po zakończeniu działalności warsztatowej z pewnością nie znajdę pracy, ogarnęłam sobie etat w miesiąc. Przebranżowiając się przy okazji.
  • Przez rok pracowałam przy ciekawym projekcie dla jednej z łódzkich wyższych uczelni, zarabiając przy tym przyzwoite kwoty.
  • Zmontowałam serię filmów edukacyjnych (też się pod tym podpisał, mimo, że nie dałby rady nic zmontować, nawet gdyby miało mu to uratować życie). Za zarobiony hajs kupiłam lodówkę. Została z moim ex.
  • Od ponad 3 lat uczę rzeczy, o których kiedyś, dawno, nie miałam pojęcia, ale się ich nauczyłam, bo taka była potrzeba. Tak mi się spodobały, że skoczyłam na główkę, a po latach mogłam zacząć dzielić się zdobytą wiedzą.
  • Zdobyłam certyfikat trenerski narzędzia psychometrycznego.
  • Przez 5 lat rozwijałam się w dziedzinie HR, pracując z ludźmi, pisząc i występując na konferencjach. Nawet jakiegoś wywiadu kiedyś udzieliłam.
  • A wspominalam, że 18 lat przepracowałam za mikrofonem w jednej z łódzkich rozgłośni?
  • Że schudłam 30 kg i ogarnęłam kwestie zdrowotne?
  • Że wyszłam z depresji po ponad 6ciu latach niereagowania na leki?
  • Że udało mi się sprawić, że moje dziecko z jednostki wyizolowanej społecznie i “chorowitej” stało się człowiekiem żyjącym pełnią życia i mającym przyjaciół?
  • Że wyszłam z przemocowego związku i wykonałam hektar pracy fizycznej i mentalnej żeby nigdy już nie wrócić do takiej sytuacji i wciąż walczę o bezpieczeństwo dziecka?
  • Że mam przyjaciół i znajomych, którzy chyba lubią mnie na tyle, że nie przeszkadza im szczególnie ani mój autyzm, ani konsekwencje płynące z bycia samodzielną mamą?
  • Że mi bazylia rośnie jak głupia i jestem w pół drogi do zrobienia prawka (na które nigdy nie było wg exa kasy, choć na panienki miał zawsze)?
  • Większość tego zrobiłam jednocześnie zajmując się domem i dzieckiem.

No i w końcu ten najnowszy projekt.

Tu nie chodzi o chwalenie się, tylko uświadomienie sobie, że to nie były przypadki tylko efekt mojej ciężkiej i konsekwentnej pracy. I fakt, że dopiero teraz to dostrzegłam, dobitnie pokazuje jak głęboko sięga przemoc psychiczna. Uświadamia mi też, że jestem bardziej sprawcza i silniejsza niż mi się wydawało. Dziś bez śmieszków.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *